Smartband czy SmartWatch?

2

Moda na “wearables” zaczęła się na dobre i choć ciągle nie brakuje sceptyków, a urządzenia pozostawiają wiele do życzenia, to można śmiało powiedzieć, że powoli wchodzą do powszechnego użytku. Dlatego pytanie “Czy takie urządzenia mają sens?” przestało być aktualne i zaczynają dominować rozważania “Które urządzenie ma sens?”. Do wyboru mamy bowiem dwa główne nurty.

SmartBand jak sama nazwa mówi, to “mądra opaska”. Czasami stosuje się nazwę opaska fitness, smart bracelet, talk band. Zasadniczo ich konstrukcja sprowadza się do kilku czujników wtopionych na stałe lub wkładanych do silikonopodobnego tworzywa, które nosimy w formie bransolety na nadgarstku. Oczywiście można by i na kostce, ale skojarzenie ze skazańcem byłoby dość pesymistyczne, więc raczej tej opcji nie spotkamy.

SmartBand’y założeniowo nie posiadają wyświetlacza, są bardzo dyskretne i komunikują się z posiadaczem za pomocą wibracji. Czasem również za pośrednictwem jednej lub kilku diod. Ich podstawowe zadanie to, użyję tu po raz kolejny anglicyzmu bowiem dominuje on w nowych technologiach, lifelogg’ing. Ja tłumaczę ten zlepek dwóch słów jako “zapis dnia”.

Standardowe moduły i funkcje to najczęściej

  • akcelerator, który policzy nam kroki i oszacuje na ich podstawie przebyty dystans oraz spalone kalorie (dokładność raczej przeciętna)
  • monitor snu aktywowany z reguły ręcznie, ale często wyposażony w opcję budzenia w odpowiedniej jego fazie (również szacunkowo)
  • wibracje służące do budzenia, informowania o zbyt długim czasie bezruchu, powiadomieniach ze smartfonu
  • bluetooth, który jest platformą przekazywania informacji między urządzeniem a smartfonem i daje dostęp do sterowania niektórymi jego opcjami, np.: kamerą, odtwarzaczem muzyki
  • niektóre obsługują technologię ANT+, która pozwala na sparowanie z zewnętrznymi czujnikami typu pulsometr, kamera
  • wodoodporność najczęściej minimum 3 atm (30 metrów) i więcej
  • czasem montowany jest również moduł NFC (rzadko) lub GPS (bardzo rzadko)

Oczywiście jeśli zajrzymy na stronę dowolnego sklepu, znajdziemy mnóstwo modeli wyposażonych w przynajmniej niewielkie wyświetlacze, które tak naprawdę stawiają te urządzenia bliżej SmartWatch’a niż zwykłej opaski zapisującej przebieg naszej aktywności w ciągu dnia. Jak się łatwo domyślić z reguły kosztują więcej niż modele pozbawione tego dodatku oraz, co bardziej istotne, częściej trzeba je ładować.

Bateria z reguły wytrzymuje od tygodnia wzwyż. Jeśli tego nie robi, to mamy do czynienia z bardzo kiepskim produktem, którym zwyczajnie nie warto się interesować a tym bardziej wydawać na niego pieniędzy.

Aby w pełni korzystać z zalet urządzenia, niezbędne jest zewnętrzne akcesorium. Czy to smartfon, czy tablet, czy coś z kategorii PC, nie ma z reguły większego znaczenia. Najczęściej jest jednak konieczne, bowiem bez tego nie odczytamy żadnych informacji i prawdę powiedziawszy, opaska będzie bezużytecznym kawałkiem tworzywa dookoła przegubu. No chyba, że ktoś potraktuje ją jako element biżuteryjno-dekoracyjny. Ja o gustach nie będę dyskutował, widziałem już brzydsze rzeczy, które ludzie nosili dla ozdoby.

Ceny? Aktualnie najbardziej kosztowne są opaski z zewnętrznymi pulsometrami od Garmina i jest to wydatek niespełna 1 tysiąca złotych. Najtańsze modele, np.: Manta lub Sony, dostaniemy nawet za 150 –250 złotych.

Tak mniej więcej wygląda sytuacja SmartBand’ów. Ich podstawowe mankamenty to najczęściej:

  • licha dokładność pomiarów dystansu i wątpliwa potrzeba pomiaru snu (nie wiedzieć czemu, to drugie nieodmiennie mnie śmieszy, bowiem zdobyta wiedza nic nam po prawdzie nie daje ani jakości snu nie poprawia)
  • problemy ze sparowaniem (gubią, zapominają i bywają niekompatybilne)
  • niska skuteczność budzenia (czasem nie działa jeśli nie włączymy trybu nocnego)
  • uwiązanie do urządzeń zewnętrznych (niezbędne są autorskie aplikacje, by przenieść jakiekolwiek dane i dokonać szczegółowego odczytu czy analizy)
  • paradoksalnie – niski poziom “smart” (jak robię rano wybieganie, to kolejne “ponaglenia” uważam za wysoce zbędne, szczególnie w pracy gdy chodzi się gdy trzeba i siedzi gdy trzeba, a nie jak opaska sobie życzy)
  • choroby wieku dziecięcego (zawieszenia, resety, mocno ograniczona ilość funkcji)

Zalety:

  • opaski wyposażone w wyświetlacz pokażą nam datę i godzinę
  • sparowane ze smartfonem poinformują o wiadomościach i połączeniach w sposób dyskretny
  • sprawdzimy ile mniej więcej robimy kilometrów dziennie
  • zachęci niezdecydowanych do regularnej aktywności
  • niedroga alternatywa dla SmartWatch’y, często o zbliżonych funkcjach
  • szpan na dzielni, że jesteśmy super-fit ;]

SmartWatch zasadniczo miał być “mądrym zegarkiem”. Obecnie do tego miana pretenduje wiele opasek fitness, bardzo często doganiając swoich droższych kolegów w zakresie funkcjonalności. Ich wygląd najczęściej nawiązuje do klasycznych lub elektronicznych modeli zegarków naręcznych. Wykonanie jest bardzo zróżnicowane, ale normą jest wyposażenie w możliwie duży, dotykowy i najczęściej kolorowy wyświetlacz. Ten ostatni element nie jest jednak oczywisty. Pebble Original ma na ten przykład e-ink a niektóre SmartWatche są wyposażone w monochromatyczne, refleksyjne ekraniki o lepszej czytelności w słońcu.

Podstawowym zadaniem SmartWatch’a jest zniwelowanie lub całkowite zastąpienie potrzeby zerkania na smartfon. W wielu modelach możemy odrzucać i odbierać połączenia, wysyłać sms’y czy sterować funkcjami telefonu. Oczywiście do tego celu niezbędna jest stała komunikacja przez Bluetooth.

Niektóre modele, określane jako “standalone” (samodzielne) są w stanie pełnić wszystkie funkcje typowe dla nowoczesnego telefonu, włącznie z obsługą połączeń głosowych, wiadomości, komunikacji via internet, nawigacji. Sztandarowym przykładem jest w tej dziedzinie Samsung Gear S, który ma wszystkie dostępne moduły komunikacyjne, ale niestety system Tizen. Na naszym rynku jest jedynym samodzielnym SmartWatch’em, choć w zagranicznych sklepach można nabyć Neptun Pine (pełny Android, wszystkie moduły), QOne (autorski system, kompatybilność z Android i iOS, brak GPS) czy Omate (pełny Android, mocne podzespoły, praktycznie nie do kupienia).

Standardowe moduły to najczęściej:

  • Bluetooth, który jest podstawowym i nieodzownym elementem wszelkiej komunikacji między SmartWatch’em a telefonem (wszystkie modele go mają)
  • wibracja z reguły będzie dostępna, choć użytkownicy żalą się, że pożera baterię w oczach
  • z kolei głośnik do rozmów to już różnie, ale najczęściej jest, bowiem zegarek może pełnić rolę zestawu głośnomówiącego
  • akcelerator/żyroskop do mierzenia aktywności (znajdziemy go w każdym SmartWatch’u)
  • WiFi umożliwiające nam skorzystanie z internetu/pobranie aplikacji (znajdziemy go w niektórych modelach)
  • NFC do szybkiego sparowania ze smartfonem (rzadko)
  • GPS, czujnik tętna, SIM (bardzo rzadko)
  • wodoodporność zdarza się w SmartWatch’ach dość często, ale w wielu modelach z adnotacją, by nie używać przycisków pod wodą
  • droższe modele oferują ładowanie indukcyjne
  • kamerki i inne dodatki znajdziemy w bardzo nielicznych modelach, najczęściej ich użyteczność jest dość kiepska

Z reguły im droższy SmartWatch, tym więcej modułów nam udostępnia, aczkolwiek są od tego wyjątki, jak na przykład Withings Activite, którego cena zaczyna się grubo ponad półtora tysiąca i jest to bardziej klasyczny zegarek z opcją fitness niż SmartWatch. Szwajcarska precyzja po prostu musi kosztować.

Największą bolączką tego typu akcesoriów są kiepskie przebiegi na baterii. Osiągi rzędu doby czy dwóch nikogo zdają się nie dziwić ani nie zniechęcać, mnie osobiście odrzucają na kilometr. Uważam, że to lekka przesada, by ładować codziennie zegarek. Już w przypadku smartfonów znajduję tą czynność wysoce irytującą, a co dopiero sikor na kablu. Najbardziej wytrzymałe pod tym względem są dwa urządzenia, które niestety nie kosztują mało i są dość nietypowe jak na omawianą dziedzinę.

Pierwszy “długodystansowiec” to wspomniany wcześniej Pebble Original oraz jego odmiana o nazwie Steel. Jego możliwości energetyczne sięgają tygodnia dzięki zastosowaniu wyświetlacza w technologii e-ink. Obsługuje sterowanie muzyką na smartfonie, wyświetla przychodzące połączenia, sms’y oraz wiadomości email. Zbiera dane o aktywności, jest wodoodporny i pozwala tworzyć własne aplikacje dzięki otwartemu SDK. Mówiąc w skrócie, zrobi nam to, co większość SmartWatchy, tylko podziała dłużej.

Drugi to recenzowany niedawno przeze mnie Garmin Vivoactive, który bardziej oscyluje w kierunku półprofesjonalnego sprzętu treningowego z funkcjami smart niż na odwrót. Jednak przemawia za nim świetny czas działania, wbudowany GPS, szerokie spektrum programów do mierzenia aktywności i ciekawie rozwiązany problem pełnej czytelności ekranu w słońcu, dzięki warstwie odbijającej światło “od spodu”. Niestety kosztuje swoje.

Właściwie to trzy. Kolega redakcyjny jakiś czas temu recenzował GOCLEVER Chronos Eco, który bije o głowę powyższą dwójkę pod względem czasu działania z dala od gniazdka. Niestety trochę słabiej u niego z walorami użytkowymi.

Kiepskie osiągi baterii można wybaczyć tylko i wyłącznie tym modelom, które zastępują w pełni smartfon. Oczywiście nic poniżej doby funkcjonowania w ogóle nie wchodzi w grę i choćby dawało mi napęd odrzutowy w kapciach, to nie kupię. Nie mniej jednak urządzenia wytrzymujące dwie-trzy doby, które dadzą radę zastąpić telefon, odtwarzacz muzyki i nawigację w jednym, można rozważać jako użyteczne w stopniu zadowalającym.

Największe wady:

  • z reguły fatalne przebiegi na baterii
  • problemy z kompatybilnością urządzeń działających na starszych wersjach Androida
  • bardzo często pod względem użytkowym niewiele przewyższają SmartBand’y
  • nietypowe oprogramowanie ogranicza ilość dostępnych aplikacji (nie liczmy, że zainstalujemy wszystkie swoje ulubione appki na Tizenie czy Android Wear)
  • większość modeli bez sparowania ze smartfonem będzie nic nie wartym zegarkiem z krokomierzem
  • duże i niezbyt urokliwe

Największe zalety:

  • większy i czytelniejszy ekran niż w przypadku opasek fitness
  • dodatkowe moduły komunikacyjne
  • szersze możliwości dostosowania do preferencji użytkownika
  • w niektórych modelach bezpośredni dostęp do internetu
  • wszelkie powiadomienia “pod ręką”
  • funkcja zestawu głośnomówiącego i czasem też nawigacji
  • możliwość obsługi części funkcji smartfonu, typu sterowanie muzyką, odrzucanie połączeń, odbieranie i odpowiadanie na sms’y
  • niektóre modele pozwalają nie tylko odbierać lub odrzucać połączenia, ale również je inicjować z poziomu SmartWatch’a

Co zatem wybrać? Odpowiedź nie jest niestety jednoznaczna. Wszystko zaczyna się i właściwie kończy na zawartości portfela oraz aktualnych potrzebach. Podstawowym pytaniem, jakie musimy sobie zadać brzmi: Czy w ogóle tego potrzebuję, a jeśli tak, to do czego konkretnie?

Jeżeli zależy nam jedynie na monitorowaniu dziennej aktywności, liczeniu kroków i dyskretnych powiadomieniach wibracyjnych, które dadzą nam znać, że czeka na nas jakaś wiadomość – opaska Sony SmartBand w zupełności wystarczy. Właściwie dowolna opaska fitness powinna się sprawdzić, jednak stawiałbym na znaną markę.

Gdyby jednak marzyła się nam możliwość wyświetlania przy okazji czasu i podstawowych danych, możemy zainwestować w GOCLEVER Chronos Eco czy Garmin Fintess Vivofit. Mają dobre czasy działania na baterii i będziemy na bieżąco z powiadomieniami ze smartfonu.

Zależy nam na dokładnych pomiarach aktywności fizycznej a funkcje komunikacyjne mają być miłym dodatkiem? Warto pomyśleć o Garminie Vivoactive lub którymś Gear od Samsunga.

Potrzebujemy uwolnić się od swojej dachówki na tyle, by dobywać ją z plecaka tylko w razie konieczności? Tu sprawdzi się bardziej zaawansowany SmartWatch, na przykład Sony Smart Watch 2, LG G Watch R, Motorola Moto 360 czy bardzo ciekawe rozwiązanie od Huawei – Talkband B2, który jest nie tylko smart-zegarkiem, ale również słuchawką bluetooth w jednym.

Chcemy kompletnie pozbyć się smartfonu lub nie zabierać go ze sobą “wszędzie” a nadal mieć pełnię możliwości komunikacyjnych? Zostaje nam Samsung Gear S. Kosztuje niemało, ale też niemało oferuje. Jedynie pod względem pracy na baterii nie porywa. Nie zmienia to faktu, że jest jedynym dostępnym urządzeniem, które może funkcjonować samodzielnie i jest do kupienia w Polsce. Rzecz jasna, nie licząc podejrzanych konstrukcji prosto spod skośnych rączek, które można wyłuskać na „alledrogo”. Nie ryzykowałbym jednak inwestycji tego typu. Najczęściej to co otrzymujemy, nie ma nic wspólnego z tym, co na aukcji wypisuje sprzedawca.

Możliwości są jak widać spore. Może nie pójdę w kierunku słowa nieograniczone, bowiem do tego sporo pracy przed producentami, nie mniej jednak mamy w czym wybierać. Smutną konkluzją jest jak zwykle fakt, że nie ma jednego urządzenia, które spełniałoby wszystkie wymagania. Przynajmniej nie moje. Zupełnie jak w przypadku smartfonów. Robi dobre zdjęcia, ale kuleje i kaszle. Trafią się odpowiednie wymiary i proporcje, to nie widzi na jedno oko a drugie ma kaprawe. Znajdę fizyczną qwerty? W mig okazuje się, że ma liczną rodzinę pochodzenia romskiego, która mieszka “wszędzie”. Po prostu nie ma takiej konfiguracji, która wywołałaby prawdziwy, szeroki uśmiech na mojej słowiańskiej twarzy.

Najbardziej jednak będę się śmiał, gdy moda na elektroniczne sikory przepadnie razem z modą na spodnie rurki, waginosceptycyzm i ukośne grzywki. Wtedy umrę szczęśliwy.

 

 

  • demola

    Ostatnie zdanie najlepsze i trudno się pod nim nie podpisać. Niestety myślę że na tą chwilę przyjdzie nam jeszcze poczekać, bo patrząc na to co się dzieje na rynku te wszystkie bandy i watche dopiero wchodzą w erę rozkwitu. Bardzo jednak dziwi mnie ten pociąg do takich gadgetów bo swoją użytecznością stoją one na równi z liczydłem, niby może pomóc w planowaniu domowego budżetu, ale przecież o wiele przyjemniej i łatwiej skorzystać z kalkulatora.

    • Jan Kowalski

      Mnie pociesza fakt, że jest to „moda” a te mają do siebie, że przemijają lub ewoluują w coś sensowniejszego. Oby w tym przypadku było podobnie.