Gry

Spacecom – kosmiczna strategia dla zuchwałych.

0

11 bit studios to nasz, rodzimy producent, wydawca oraz dystrybutor gier. Spod ich ręki wyszły takie hity jak Anomaly Warzone Earth, Funky Smugglers czy Sleepwalker’s Journey. Każdy z tych tytułów to inny rodzaj zabawy, inna szata graficzna ale łączy je jedno – wszystkie są bardzo dobrze zaprojektowane, mają wysoki poziom grywalności i zapewniają mnóstwo frajdy. Czy Spacecom, kolejne dziecko tej firmy, jest dumnym bratem gwiazdorskiej ekipy, czy może ubogim krewnym z prowincji? Sprawdziliśmy to dla was.

Cel gry

Spacecom to przedstawiciel kosmicznych strategii. Podobnie jak w przypadku większości tego typu gier wcielamy się w dowódcę wojsk, który ma za zadanie wypełniać kolejne misje i zdobywać a potem zajmować ważne militarnie systemy. Ku chwale ojczystego układu planetarnego! Tak w dużym skrócie można podsumować całość rozgrywki. A co ze szczegółami? Oto one.

Akcja toczy się w przestrzeni kosmicznej i operujemy w niej nie pojedynczymi pojazdami czy statkami, ale całymi flotami. Jeśli brać pod uwagę skalę gry, to takie rozwiązanie wydaje się zupełnie oczywiste. Liczba planet na orbitach daje wizualną informację, ile garnizonów będzie broniło układu a żeby zobaczyć te informacje musimy być odpowiednio blisko choć jedną ze swoich flot. Wiadomo – mały układ z jedną planetą to jeden garnizon do pokonania. Duży układ – więcej obrońców – więcej nakładów z naszej strony. Proste, prawda?

Do wyboru mamy opcję „Misji”, „Gry wieloosobowej” oraz „Potyczki”, czyli standard. Pierwsza opcja pozwala nam prowadzic kampanię przeciwko SI gry, druga daje możliwość wyszukania żywego przeciwnika w sieci, trzecia to dostęp do ustawień ilości przeciwników, systemów i tym podobnych, na których chcemy potrenować.

Design

Z jednej strony Spacecom wygląda prosto, minimalistycznie i można powiedzieć, że nieco nieciekawie. Przyzwyczajeni do fajerwerków nie mamy na czym oka zawiesić. Z drugiej strony, interfejs jest zaprojektowany schludnie, logicznie i bardzo elegancko, co na pewno ułatwia rozgrywkę i pozwala w prosty sposób sterować całością. Obsługę opanujemy w mgnieniu oka i po początkowym „szukaniu wszystkiego nie tam gdzie trzeba”, śmigamy po grze jak profesjonaliści.

Jeśli do tego dołożyć bardzo ciekawe udźwiękowienie, które moim zdaniem buduje gro „kosmiczności” całej zabawy oraz dorzuca militarne smaczki, to nie można mieć do projektu żadnych zastrzeżeń. Muzyka nie przeszkadza w skupieniu, przeciwnie, wzmaga je. Pozwala się wyciszyć i wrzucić umysł na wyższe obroty.

Gra jest w całości dwuwymiarowa, utrzymana w stonowanej kolorystyce, nie męczy oczu i można nad nią spędzić długie godziny. Przyznam, że niebezpiecznie wciąga, zatem zagrożenie jest całkiem realne.

Grywalność

Spacecom wita nas przydatnym tutorialem i dobrze radzę od niego zacząć. Mimo, że cały zamysł wydaje się prosty, to bez zapoznania z poszczególnymi jednostkami, możliwościami i elementami interfejsu, po prostu nic z tej gry nie zrozumiemy. A trzeba przyznać, że warto się zagłębić, bowiem z każdą misją robi się coraz trudniej i coraz ciekawiej.

Do dyspozycji otrzymujemy trzy rodzaje flot. Bojowe służą do walki z flotami wroga, ale nie zajmiemy nimi układu. Inwazyjne są najlepsze do przejmowania systemów. Oblężnicze mogą trwale zniszczyć system, za pomocą bombardowania (wtedy nie zajmie go wróg, ale też my nie skorzystamy). I to wszystko. Dodatkowo możemy swoje systemy doposażyć tarczą czy stacją bojową by podnieść ich walory obronne.

Niby niewiele, a jednak możliwości okazuje się sporo. Nim opanujemy wszystkie rozwiązania i połączenia jednych flot z drugimi, minie kilka potyczek. Niektóre dostaniemy na dzień dobry, inne będziemy musieli sobie zbudować, do czego niezbędne będą odpowiednie systemy planetarne. Od ich ilości zależy również maksymalna liczba flot, jakimi możemy dysponować. Zanim się obejrzymy, wdeptujemy z ekonomię i logistykę. Tą pierwszą nieco mniej, druga szybko staje się ważnym elementem strategii.

W obrębie galaktyki poruszamy się tunelami nadprzestrzennymi pomiędzy pięcioma rodzajami układów planetarnych. Stocznie produkują floty. W Dokach naprawimy uszkodzenia po wizycie we wrogich systemach (nie wszystkie!). Systemy Produkcyjne wytwarzają materiały niezbędne do rozbudowy naszych sił militarnych zaś Stolice, to układy najczęściej zajęte przez wroga, które po prostu musimy zająć lub zniszczyć. Jest również trochę systemów nie mających żadnego znaczenia – poza strategicznym. Czasem ich zajęcie i obsadzenie własnymi garnizonami jest niezbędne do zwycięstwa. Czasem musimy ograniczyć się do kilku systemów i szybko zaatakować, by nie dać przeciwnikowi czasu na rozwój. Jeśli ktoś zarywał nocki młócąc w Starcraft, to tu znajdzie wiele analogii. Liczy się taktyka, pomysłowość i skupienie.

Rozgrywka przebiega w czasie rzeczywistym i możemy ją co najwyżej nieznacznie przyspieszyć (na przykład oczekując na wytworzenie kolejnych flot). Oznacza to, że ruchy wojsk nie odbywają się w turach, tylko musimy planować, przemieszczać wojska oraz wydawać kolejne rozkazy na bieżąco. Przeciwnik działa dokładnie w tym samym czasie co my i od wymyślonej strategii zależy, który z nas sprawi się lepiej. Oczywiście potyczki z SI są nieco prostsze niż z żywym wrogiem gdzieś tam na drugim końcu internetu, ale nadal dostarczają sporo frajdy i są znakomite by szlifować umiejętności.

Jednego możemy być pewni. Nic w tej grze nie jest przypadkowe i nie możemy liczyć na „szczęście” . Zwycięstwo lub porażka zależy wyłącznie od nas.

Podsumowanie

Spacecom to przykład doskonałego przeportowania gry z PC na urządzenia mobilne. Najpierw bowiem pojawiła się na tej pierwszej platformie i można ją znaleść choćby na Steam, aktualnie trafiła do App Store. Czemu doskonałego? Bowiem pod względem wyglądu i wygody rozrywki nie różni się właściwie niczym. Jestem skłonny nawet zaryzykować stwierdzenie, że na tablecie gra się przyjemniej a i na smartfonie będzie to duża radość. Nie bez znaczenia jest tu rzecz jasna fakt, że gra jest dość prosta zarówno w swych założeniach, jak i pod względem graficznym. Nie mniej jednak mimo minimalizmu i pozornego ograniczenia opcji do tych najważniejszych, autorom udało się uzyskać efekt, o jakim pomarzyć może wiele rozbudowanych produkcji – grywalność na najwyższym poziomie. Ci, którym tęskno do strategicznych rozrywekj, powinni się nią zainteresować. Natomiast jeśli ktoś celuje w migające, apoplektyczne nawalanki z pierdyliardem „some bronies”, może czuć niedosyt. Tak czy siak, polecam każdemu, kto zechce się sprawdzić jako strateg i postrach wrażych rebeliantów.