Testy aparatów – twardy orzech do zgryzienia

0

Do napisania tego felietonu skłonił mnie zbieg dwóch okoliczności. Niedawno redagowałem recenzję tabletu produkcji Della i rozważałem po raz kolejny jak niezbyt rozwlekle a jednocześnie w miarę wnikliwie ukazać zalety i wady jego przetworników obrazu. Z kolei nie tak dawno w redakcyjnym gronie toczyliśmy dyskusję na temat tego jak powinny wyglądać testy aparatów montowanych w urządzeniach mobilnych.

Opinie moich zacnych kolegów, analogicznie do praktyk spotykanych na wielu portalach, cechowała znaczna rozbieżność. Ich spektrum rozciągało się od propozycji zamieszczania jednego porządnego zdjęcia, które każdy sam sobie oceni, do koncepcji opracowania zunifikowanego zestawu licznych drobiazgowych procedur opartych o plansze testowe, znormalizowane warunki pomiarowe, oświetleniowe, itd., itp. W obu tych skrajnych przypadkach mielibyśmy najprawdopodobniej do czynienia z nikłą użytecznością recenzji. Zbyt szczegółowe analizy sporządzane na podstawie mało intrygujących syntetycznych plansz zainteresowałyby najprawdopodobniej bardzo wąskie grono Czytelników. Ich znacząca większość nie uważa z pewnością aparatu za główny komponent smartfona, ani nie używa go do celów ocierających się o profesjonalną fotografię. Z drugiej strony pozornie atrakcyjny w swej prostocie zamysł publikowania jednej „słit foci”, która mówi sama za siebie, w istocie obarczony jest grzechem kolosalnych niedomówień.

Układ typowych stron WWW, dostosowany z konieczności do rozdzielczości przeciętnych monitorów, powoduje że główna kolumna zawierająca artykuł ma szerokość kilkuset pikseli. Na przykład w wypadku MobileWorld24 tych punktów ekranowych jest 600. Ograniczeniom automatycznie podlegają wymiary osadzonych w tekście fotografii. Przyjrzyjmy się teraz dwóm obrazkom, których szerokość celowo zmiejszyłem do 512 pikseli, bo zdarzają się portale i z takim limitem.

Oryginal-thumbnail

Modified-thumbnail

Czy ktokolwiek z Czytelników jest w stanie wskazać jednoznacznie lepsze zdjęcie? Każde z nich daje podobne pojęcie o odwzorowaniu przez aparat skali tonalnej obiektu, wierności kolorów i ich nasyceniu. Gdyby poddać je żmudnym oględzinom przy pomocy lupy, dałoby się dostrzec minimalne różnice. Gdzie tkwi haczyk? Otóż pierwsza fotka jest po prostu miniaturą oryginalnego zdjęcia wykonanego przez Samsunga Galaxy S3. Oryginał ów poddałem następnie zabiegom, które „popsuły” go na podobieństwo zdjęć wykonywanych przez kiepskie aparaty. Na wstępie przeskalowałem go do rozdzielczości 1600 x 1200 pikseli (odpowiednik 2 Mpx). Następnie dodałem sporo szumu, który uwielbiają generować kiepskie matryce. Na zakończenie powtórzyłem kroki często podejmowane przez oprogramowanie smartfonów w celu „ulepszenia” marnego materiału źródłowego: częściowo odszumiłem obraz i lekko uwydatniłem krawędzie. Jak się jednak okazuje, zminiaturyzowana postać całego tego pasztetu niezwykle zgrabnie ukrywa swoje niedoskonałości i praktycznie nie różni się od miniatury przyzwoitej fotografii. A oto jak prezentuje się wybrany fragment zdjęcia w wersji oryginalnej (skala 1:1) i zeszpeconej (dodatkowo powiększonej dla zachowania proporcji).

Oryginal-details

Modified-details

Różnice pomiędzy dobrym a złym aparatem mogą być całkowicie nieistotne dla kogoś, kto ogranicza się do oglądania zdjęć na smartfonie wyposażonym w ekran o niezbyt wybujałej rozdzielczości. Dla osób o większych wymaganiach prezentowanie detali fotografii wydaje się być nieodzowne, by test można było uznać za rzetelny. Otwartym pozostaje pytanie w jakiej formie to czynić. Dostępna na stronie MobileWorld24 opcja wyświetlania zdjęć powiększanych po kliknięciu jest wygodna, ale rozwiązuje sprawę tylko częściowo, bowiem ich maksymalna rozdzielczość nie przekracza 1,2 Mpx, a więc nadal maskowanych jest wiele niuansów. Z kolei udostępnianie łączy do pełnowymiarowych fotek dostarcza dokładniejszych danych, ale może być nieco niewygodne i do tego zaburza tok lektury. Preferowane przeze mnie bezpośrednie prezentowanie powiększeń nie zmusza Czytelnika do wykonywania dodatkowych czynności, ale ogranicza ocenę do arbitralnie wybranych fragmentów zdjęcia. Nie ma więc chyba rozwiązania idealnego, tym bardziej że oczekiwania odnośnie recenzji zapewne są mocno zróżnicowane.

„Jednozdjęciowy test” ma jeszcze jedną poważną wadę. W znakomitej większości przypadków jakość fotek jest silnie uzależniona o warunków oświetleniowych. Nie ma też powtarzalnych schematów niedomagań aparatów. Jedne gubią w słabym świetle szczegóły, inne fałszują kolory, jeszcze inne zaczynają potwornie szumieć, a najczęściej mamy do czynienia z mieszanką tych zjawisk w różnych proporcjach.

Pomijając wszystko co do tej pory powiedziałem, chciałbym dodatkowo zwrócić uwagę na iluzoryczność trafności decyzji dotyczących wyboru aparatu opartych wyłącznie na rozdzielczości wykonywanych przezeń zdjęć. Pomijam patologiczne praktyki producentów (na szczęście rzadkie) polegające na stosowaniu mniejszych matryc i skalowaniu fotek do większych rozmiarów. Ilość megapikseli nie mówi nic o pozostałych cechach matrycy światłoczułej ani o jakości zastosowanej optyki. Ponadto jest proporcjonalna do umownej (mierzonej pikselami) „powierzchni” przetwornika, podczas gdy jego „wymiary” liniowe rosną o wiele wolniej. Co by było gdyby popularne matryce 8, 13 i 16 Mpx o idealnych parametrach, uzbrojone w idealną optykę sfotografowały z oddali niewielki napis, a następnie pochwaliłyby się swoją dokładnością na zbliżeniach? Różnice nie byłyby aż tak wielkie jak sugerowałaby to magia megapikseli, co pokazuje poniższa symulacja.

8_13_16

Tak naprawdę żadne liczby nie zastąpią wnikliwego przyjrzenia się obrazom rejestrowanym przez aparat, a testy mają za zadanie pomóc osobom, które nie mają możliwości osobistego zapoznania się ze sprzętem będącym w kręgu ich zainteresowań.

Na zakończenie sprawa najistotniejsza. Byłbym niezwykle wdzięczny Czytelnikom za ustosunkowanie się do powyższych rozważań i uzupełnienie ich własnymi uwagami. Bardzo pomogłoby to nam w redagowaniu przyszłych recenzji sprzętu mobilnego lepiej spełniających Wasze oczekiwania. A więc: ile zdjęć pokazywać i jakie warunki oświetleniowe uwzględniać? Czy mamy prezentować szczegóły, a jeśli tak, to w jakiej formie? Czy powinniśmy dokonywać porównań z innymi urządzeniami? Czy publikowanie zarejestrowanych przez urządzenie filmów może być użyteczne, czy też lepiej sprawdzi się wnikliwy opis recenzenta? Z góry dziękuję za wszelki odzew 🙂