Piractwo mobilne: straty i korzyści dewelopera i użytkownika

0

Zasygnalizowany w tytule bilans ma dwie wysuwające się na pierwszy plan i dość oczywiste pozycje. Bez wątpienia mobilne piractwo z jednej strony oznacza poważne straty materialne dla deweloperów, z drugiej zaś równie wymierne  korzyści dla użytkowników, którzy zdecydowali się na przyjmowanie „prezentów” od cyfrowych łupieżców.

Jednak natura mobilnego piractwa i skutków które wywołuje nie jest aż tak trywialna. Straty twórców oprogramowania oraz zyski beneficjentów niechlubnego procederu obejmują szerszy wachlarz zjawisk.

Zacznijmy od deweloperów. Ich naturalną reakcją na nielegalne rozpowszechnianie owoców ich pracy jest utrudnianie działania nieoficjalnym „dystrybutorom”. Formy takich zabezpieczeń mogą być różnorodne, ale nie wdając się w szczegóły można stwierdzić jedno – ich stosowanie najczęściej trafia również rykoszetem w legalnych nabywców aplikacji. Jeżeli Bogu ducha winien użytkownik zbyt często wpada w sidła zastawione na piratów, zaczyna tracić zaufanie do poszczególnych twórców oprogramowania, a także nabiera ogólnych wątpliwości co do sensu poruszania się ścieżką wytyczoną przez prawo i etykę. Bez względu na to czy zniechęceni posiadacze urządzeń mobilnych porzucą legalne zachowania, czy tylko ostrożniej będą dokonywali zakupów, efekt jest ten sam – prewencyjne działania deweloperów, oprócz potencjalnego ograniczania strat wywoływanych piractwem, przy okazji je też pogłębiają. Proces wdrażania zabezpieczeń działa na niekorzyść twórców aplikacji również w sposób bezpośredni, bowiem zamiast skupić się wyłącznie na poszerzaniu gamy swoich produktów i ich udoskonalaniu, zmuszeni są oni poświęcać część zasobów na budowanie pułapek.

Czy poza oczywistą korzyścią, jaką przynoszą „darmowe” wersje aplikacji, użytkownicy zyskują coś jeszcze dzięki piractwu? Można pokusić się o stwierdzenie, że łatwiej przychodzi im nabywanie wprawy w rozbudowywaniu funkcjonalności swoich urządzeń. Oswajanie się z przebogatym uniwersum aplikacji, pozbawione ryzyka nietrafionych inwestycji i utrudnień związanych z systemami elektronicznych płatności (to wciąż istotna bariera dla wielu osób, w szczególności niepełnoletnich) skutkuje ogólnym wzrostem zainteresowania instalowaniem dodatkowego oprogramowania.

To przy okazji jeden z intrygujących aspektów piractwa, które paradoksalnie oprócz strat potrafi również przynosić deweloperom korzyści. Nie jest tajemnicą, że znaczna część nabywców urządzeń mobilnych nigdy nie odwiedza sklepów z aplikacjami. Popychani bardziej modą i presją środowiska niż świadomym wyborem, wchodzą w posiadanie smartfonów i tabletów nie do końca uzmysławiając sobie ich potencjał. Przyciągnięcie uwagi „opornych” jest dla firm deweloperskich jednym ze sposobów poszerzenia kręgu odbiorców. Piractwo często pomaga we wzbudzaniu zainteresowania osób nieoswojonych z mobilnymi technologiami. I nie tylko ich. Wiele badań pokazuje, że spora część użytkowników „nieoficjalnego” oprogramowania prędzej czy później zaczyna korzystać z legalnych kanałów dystrybucji. Nie bez znaczenia jest również mimowolny reklamowy charakter działań piratów. Niejeden unikający ścieżek bezprawia użytkownik miał okazję po raz pierwszy zetknąć się z nowymi produkcjami poznając zawartość urządzeń mniej praworządnych znajomych.

Pozostaje jeszcze przyjrzeć się stratom jakie piractwo przynosi użytkownikom. Ci niebędący na bakier z prawem po pierwsze zmuszeni są płacić więcej za aplikacje, bowiem deweloperzy kompensują uszczerbek w dochodach wyższymi cenami. Po drugie padają ofiarą wspomnianych wcześniej antypirackich zabezpieczeń. Nie wszystkie bywają uciążliwe, ale np. uwierzytelnianie on-line w wypadku tabletu pozbawionego modemu 3G może stać się w pewnych sytuacjach kłopotliwe. Niewątpliwie najbardziej szkodliwą (z punktu widzenia użytkownika) metodą antypirackiej prewencji jest królujący obecnie w grach model freemium. W podstępny sposób eksploatuje słabości ludzkiej natury, a w połączeniu ze szczególnie wybujałą pazernością dewelopera jest w stanie wydrenować kieszeń rozemocjonowanej ofiary w stopniu wielokrotnie większym niż tradycyjna płatna gra.

Osoby korzystające z „dorobku” piratów również narażone są na straty. Przypomnę (lub też poinformuję), że korzystanie z nielegalnego oprogramowania jest przestępstwem, a więc jest ścigane z urzędu i podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 (Art. 278, § 2 Kodeksu Karnego). W praktyce prawo okazuje się tu bardzo pobłażliwe, ale warto mieć świadomość istnienia surowych sankcji. Z kolei deweloperzy w drodze powództwa cywilnego mogą domagać się zapłaty odszkodowania od użytkowników nielegalnego oprogramowania (Art. 79, ust. 1 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Istnieją również zagrożenia mniejszego kalibru. W niektórych „darmowych” aplikacjach do ich działania konieczne jest wprowadzenie pewnych modyfikacji. Czasami skutkują one utratą stabilności lub nawet uszkodzeniem danych. Część piratów nie zadowala się dochodami pochodzącymi z reklam wyświetlanych na prowadzonych przez siebie stronach. W tym wypadku „modyfikacje” mogą być o wiele bardziej brzemienne w skutkach. Warto również wspomnieć o spustoszeniach w świadomości, które w dłuższej perspektywie przynosi nagminne posługiwanie się relatywizmem moralnym.

Złożoność zjawisk towarzyszących nielegalnej dystrybucji mobilnego oprogramowania nie pozwala na jednoznaczne potępienie wszystkich aspektów tego procederu. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ogólny bilans zysków i strat przemawia na niekorzyść mobilnego piractwa.