PocketBook Touch Lux. Hit czy kit?

1

Nasza ocena

Design i wykonanie9
Ekran9.9
Bateria8.5
Aparat (brak)0.1
Wydajność5
Cena/jakość6
6.4

Z czytnikami e-ink, jak do tej pory, nie miałem za wiele do czynienia. Po pierwsze jeśli już czytam książkę, to wolę analogowo. Po drugie, w czasie gdy rozważałem zakup czytnika, ich możliwości były po prostu bardzo ograniczone. Dlatego kiedy otrzymałem do testów PocketBook Touch Lux (623), nie mogłem się wprost doczekać, by sprawdzić co w kwestii użytkowej zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat. Jeśli jesteście ciekawi co też odkryłem, zapraszam do recencji.

Zawartość pudełka i specyfikacja.

Zacznę ostro. Pudełko dojechało do mnie w takim stanie, że miałem nieodpartą ochotę na minutę ciszy by uczcić jego wstrząsające odejście. Nie zrozumcie mnie źle, wielokrotnie powtarzałem, że pudełko to rzecz drugo albo i trzecioplanowa. Jego wygląd i jakość nie jest dla mnie wyznacznikiem jakości sprzętu. Może być skromne, szare i bez nadruków. Jednakowoż stan ogólnego rozdeptania i (bogowie mi świadkiem, czołgiem chyba po nim jeździli) rozklekotania wprawił mnie w niemałe przerażenie. Bałem się, co będzie w środku. Na szczęście, czytnik okazał się w pełni sprawny i bez uszkodzeń mechanicznych. Wiem, że przeszedł zapewne przez niejedną redakcję, a kartoniki nie są pancerne i się zużywają, ale byłem zatrwożony. Ktokolwiek tak zmaltretował pudełko – na pochybel jemu i jego potomstwu.

W środku skromnie. Żadnych słuchawek, ładowarek, rozległej papierologii. Tylko PocketBook Touch Lux i kabelek microUSB-USB oraz bardzo uproszczona instrukcja.

wygląd 1

Specyfikacja nie powala, jednak nie spodziewałem się tutaj fajerwerków. Przyczyna jest prozaiczna, czytniki z e-ink nie potrzebują przesadnie mocnych bebechów by funkcjonować.

Ekran: 1024 x 758 px z 212 dpi, na 6″ wyświetlaczu E-ink HD, z oświetleniem led, DOTYKOWY

Procesor: 800 Mhz 

RAM: 128 MB

Flash: 4 GB

Bateria: o pojemności 1000 mAh, która wystarczy na 8000 stron

Wymiary:  114,5 x 175 х 9,5 mm 

Waga: 198 g

Interfejsy: WiFi, micro USB, microSD

Jakość obudowy i design.

PocketBook Touch Lux stanowi zwartą bryłę, w całości wykonaną z plastiku. W niczym to jednak nie przeszkadza. Urządzenie jest smukłe, wygodnie wyprofilowane, gumowany tył daje wyjątkowo pewny chwyt a matowy ekran zapewnia dobrą widoczność nawet w najbardziej słoneczny dzień. Całość sprawia wrażenie dopracowanej i przemyślanej konstrukcji, która jest nastawiona na wygodę i poręczność urządzenia. Czy tak jest w istocie? Owszem. Czytnik świetnie leży w dłoni, jest lekki, poręczny i wygląda całkiem elegancko.

Odkryłem tylko jeden mankament, bardzo częsty w przypadku gumowanych plastików. Jeśli ekran nie łapie odcisków palców prawie wcale i właściwie nie zachodzi obawa, że będzie się rysował (jest umieszczony poniżej poziomu ramki), to tył brudzi się łatwo i jeszcze łatwiej łapie rysy. Egzemplarz, który do mnie dotarł, miał już dość wyraźne oznaki „użycia” właśnie na pleckach. Czy to przeszkadza w pewnym chwycie i ogólnej przyjemności obsługi? Nie. W ogóle nie robi różnicy. Nie mniej jednak esteci na czas transportu PocketBook’a w torbie czy plecaku, powinni się doposażyć w jakimś futerał.

Czytnika nie wyposażono w żadne kamerki, głośniki czy czujniki innego typu. Nie widzę w tym jednak nic złego ponieważ przy zastosowanym systemie i podzespołach, pożytek byłby z tego marny a nawet żaden. Z przodu, pod ekranem, znajdziemy natomiast bardzo wygodne przyciski nawigacyjne. Pierwszy to przycisk strony głównej, który przeniesie nas bezpośrenio właśnie tam. Obok dwa przyciski kierunkowe a na końcu Menu. Nim obsłużymy opcje danej strony lub aplikacji. Nad przyciskami znajduje się nieduża dioda LED, która poinformuje nas o stanie naładowania baterii.

Na ramce dookoła nie znajdziemy za wiele. Wszystkie interfejsy i włącznik umieszczono na spodzie. Znajdziemy tam gniazdo słuchawkowe mini jack 3,5 mm, port microUSB służący zarówno do ładowania urządzenia jak i łączności z komputerem, otworek „reset”, wejście na karty microSD (do 32GB) i wymieniony wyżej przycisk uruchomienia czytnika. Jak widać, nie za bardzo jest się tu nad czym rozpisywać. Skromnie, ale wszystko co niezbędne.

Jedyne zastrzeżenie budzi właśnie wejście słuchawkowe. Co prawda czytnik obsługuje obracanie obrazu (trzeba je aktywować ręcznie z menu opcji), ale najwygodniej czyta się w pionie i w związku z tym, gniazdo będzie najczęściej na dole. Łatwo się domyślić jakiego typu niedogodności może to powodować, gdy zechcemy czytnik oprzeć o siebie czy o dowolną inną powierzchnię.

Ekran

PocketBook Touch Lux wyposażono w matowy, 6″ ekran e-ink, w technologii Pearl HD i rozdzielczości 1024 x 758 px. Daje to dpi rzędu 212. Nie brzmi najgorzej, nawet gdyby to był ekran LCD. Ale nie jest. Technologia e-ink polega bowiem na czymś zupełnie innym. Przede wszystkim, nie wymaga podświetlenia. W ogromnym skrócie, ekran składa się z kapsułek (takie piksele tylko, że nie kwadratowe a okrągłe) wypełnionych olejem i dwoma substancjami. Jedna daje kolor czarny, druga biały. W zależności od tego jaki ładunek zostanie do nich dostarczony, wypychają do góry jeden z tych kolorów.

Dzięki technologii e-ink, można wyświetlić obraz w 16 odcieniach szarości. Trzeba tu zaznaczyć, że bardzo elegancki, czytelny, monochromatyczny obraz. Z niezwykle gładkimi krawędziami czcionek oraz całkiem czytelnymi grafikami. Obraz nie jest naświetlany blaskiem spod ekranu (jak to ma miejsce w ekranach LCD) co wpływa korzystnie na nasze oczy, nawykłe do przyjmowania światła odbitego a nie emitowanego. W efekcie możemy czytać dłużej bez uczucia piasku pod powiekami, bólu głowy i innych, przykrych dolegliwości. Dodatkowo, w świetle dnia nie ma najmniejszego problemu z czytelnością ekranu. Odwrotnie do ekranów LCD, w e-ink im jaśniej, tym lepiej.

Co jednak wieczorem albo w ciemnych pomieszczeniach? Tu producent zastosował podświetlenie LED a mówiąc dokładniej – oświetlenie. Jest to bowiem zestaw diod, które świecą na ekran (a nie spod niego) i zostały zręcznie ukryte w ramce czytnika. Możemy je włączyć dzięki ikonie „słoneczka” na dole ekranu, wyłączyć a nawet ustawić siłę doświetlenia. Przyznam, że pomysł bardzo dobry i choć już nie taki nowy to nie w każdym czytniku takie udogodnienie znajdziemy. Oczywiście można dokupić małą, doczepianą do obudowy lampkę, ale jako przeciwnik nadmiernego obwieszania się sprzętem, jestem zdecydowanie za opcją „wbudowaną”.

Oprócz niewątpliwych walorów wizualnych i użytkowych, mamy do czynienia z ekranem dotykowym. Możemy powiększać i pomniejszać strony, nawigować, wprowadzać tekst z wyświetlanej na ekranie klawiatury, przesuwać obraz i przerzucać „kartki”. Tyle w teorii. Jak to działa w praktyce? W moim odczuciu kiepsko. Jednak nie doszukuję się tu problemu w samym zastosowaniu dotyku (choć trochę też) co w niskiej responsywności ekranu jako takiego. E-ink ma bowiem jedną, zasadniczą wadę. Jest wolny. I cierpi na „ghosting”. Posłużę się prostą analogią dla tego określenia – gdy rysujemy coś ołówkiem, zdarza się, że zmieniamy koncepcję. Wtedy dzieło gumkujemy, gumkujemy… A na kartce nadal widać ślady po poprzednim obrazku. Zostają nam duchy. Tak się dzieje na ekranie PocketBooka Touch Lux. Nie jest to jednak przesadnie uciążliwe i nie przeszkadza w pochłanianiu tekstu.

O szybkości rozpisze się jednak nieco szerzej. Mianowicie, nie wiem jak to wygląda w innych urządzeniach, ale w przypadku PocketBook’a Touch Lux, nie taki z niego „lux” a już na pewno nie „lux torpeda”. Jeśli samo przerzucanie kartek książki idzie sprawnie i opóźnienia są właściwie niedostrzegalne (a już na pewno nie zaburzają odbioru lektury) tak wszystko inne wymaga cierpliwości. Obraz miga, dryga i podskakuje, gdy tylko próbujemy go zaprząc do obsługi gestów. Dodatkowo, sam dotyk jest cholernie niedokładny i jeśli komuś się marzy sporządzanie notatek do przeglądanych publikacji, to niech lepiej weźmie glinianą tabliczkę, rylec i wsadzi go sobie w oko. A tabliczką walnie się w czerep. Dotyk bowiem nie tylko „przymula”, ale podczas wprowadzania tekstu ma tendencję do wybierania „klawisza” poniżej, obok, w ogóle nie wybiera, wbije dwa razy… Różnie. Podobnie sytuacja wygląda przy przeglądaniu (a razej próbach przeglądania) internetów. PocketBook muśnięty palcem wybierze żądany link, nie wybierze, zareaguje na polecenie albo niekoniecznie. Czasem wystarczy lekko dotknąć, czasem trzeba przytrzymać. MAKABRA. Wpisanie prawidłowo hasła do sieci WiFi kosztowało mnie trzy podejścia i powiem szczerze, że gdybym miał na tym urządzeniu sporządzić jakiś dłuższy tekst, to… Wulgaryzm.

Bateria

To ona się w ogóle kiedyś kończy? Wow. W porównaniu z klasycznymi tabletami, czytnik wytrzymuje prawdziwe eony. Przyjechał do mnie naładowany do połowy i w czasie testów ładowałem go tylko raz. Nie są to może osiągi kosmiczne, jednak warto wziąć pod uwagę obecność podświetlenia. To ono pochłania najwięcej energii i gdyby nie to, prawdopodobnie nie musiałbym sięgać po kabel w ogóle.

Interfejs i oprogramowanie

Całość opiera się na Linuxie i interfejs jest bardzo prosty ale też ergonomiczny. Mamy dostęp do kilku zakładek od razu z głównego pulpitu. Wybór jest następujący.

  • Książki to menager plików. Z jego poziomu dostaniemy się bowiem nie tylko do książek, ale i do publikacji, plików mp3 czy .jpg. Mamy możliwość wybrać nośnik, widok, rodzaj sortowania czy grupowania poszczególnych plików. Operacji na plikach dokonamy poprzez długie (krótkie puknięcie po prostu go otworzy) przytrzymanie palca na wybranej pozycji. Wywoła to podręczne menu z opcjami: otwórz, informacje, oznacz jako przeczytane, dodaj do ulubionych, plik czy wyjście. Niektóre, jak na przykład „plik”, mają dodatkowe podmenu zmiany nazwy, przeniesienia do innego folderu lub usunięcia.
  • empik.com przekierowuje nas wprost na mobilną stronę tejże firmy, gdzie możemy dokonać rejestracji konta i przystąpić do zakupów. Tu warto wspomnieć, że dzięki wbudowanemu modułowi WiFi pobierzemy wybrane pozycje bezpośrednio na urządzenie.
  • Notatki to lista zakładek utworzonych w trakcie konsumpcji treści. Można je przeglądać i usuwać poprzez długie przytrzymanie.
  • Muzyka, jak sama nazwa mówi, jest aplikacją do odtwarzania ulubionych utworów w trakcie czytania. Jak wcześniej wspomniałem, urządzenie nie zostało wyposażone w głośnik zatem odsłuch możliwy jest tylko na zewnętrznym sprzęcie (nikt nie broni podłączyć głośników na ten przykład). Możemy z poziomu aplikacji zarządzać plikami, głośnością i sposobem odtwarzania. Również dodawać nowe do listy, zmieniać kolejność czy tworzyć i zapisywać listy odtwarzania. Wszystko jest dość przejrzyste i łatwe do opanowania a aplikacja bez problemu pracuje w tle.
  • Słownik to ABBYY Lingvo z możlwością wyboru kilku języków i dogrania nowych. Na bieżąco i szeroko tłumaczy wpisywane frazy. Bardzo przydatna rzecz jeśli czytamy pozycje obcojęzyczne i nie jesteśmy pewni znaczenia niektórych słów czy zwrotów.

Aplikacje. Bardzo ciekawy dodatek, przyznam, że mnie urzekł. W ich skład wchodzi kilka mniej lub bardziej przydatnych aplikacji. Między innymi:

  1. Czytnik RSS – dość toporny. Linki do kanałów trzeba wklepywać ręcznie, ale mimo długotrwałej walki, nie udało mi się żadnego RSS’a przeczytać. Niby coś pobierał. Nigdzie się nie wyświetlało. Taki sam dziwny fenomen wystąpił z Dropboxem. Niby powinna być aplikacja do połączenia się z tą chmurą, ale poza pustym folderem w czeluściach pamięci, nie udało mi się jej namierzyć.
  2. Kalkulator – jak sama nazwa mówi, podręczne liczydełko o dość rozbudowanych możliwościach. Policzy nam sinusy, cosinusy, pierwiastki i potęgi a także dokona obliczeń w systemie binarnym czy w hexach.
  3. Odręczny notatnik – to prosty notatnik z możliwością odręcznego pisma jednak ze względu na przeciętne parametry, specyfikę e-ink i średnio skalibrowany dotyk, uważam że to aplikacja bez większej przyszłości. Oczywiście da się. Tylko po co?
  4. Pasjans – opisywać chyba nie trzeba. Gra, która panie urzędniczki potrafi pochłonąć na bite osiem godzin picia kawy i zajadania ciastek. Szatan nie aplikacja.
  5. Przeglądarka – dość prosta, podstawowa przeglądarka internetowa. Co ciekawe, można przez nią pobierać pliki i zapisywać w urządzeniu. Czasem może się przydać, gdy potrzebujemy coś dociągnąć z netu a nie chce nam się bawić w przekładanie karty microSD z komputera do PocketBook’a. Niestety szybkość działania przeglądarki pozostawia wiele do życzenia. Nie mniej jednak podejrzewam, że to kwestia ograniczeń samego urządzenia a nie oprogramowania jako takiego. Da się sprawdzić coś na Wikipedii, pobrać plik czy sprawdzić od biedy pocztę. Ale naprawdę „OD BIEDY”.
  6. Sudoku – jedna z moich ulubionych gier i mogę nad tym ślęczeć godzinami. Jak panie urzędniczki nad pasjansem. Niestety nie każdemu płacą za prywatne rozrywki. Bardzo sympatyczny dodatek i gorąco polecam.
  7. Szachy – jak wyżej. Z poziomami trudności. Na jednego (z komputerem) albo dwóch (z kolegą) graczy. Na małą partyjkę w pociągu albo poczekalni jak znalazł. Przy czym AI wirtualnego przeciwnika jest całkiem przyzwoite i można trochę pogłówkować.
  8. Słownik – wyżej omówiony. W aplikacjach jest po prostu dodatkowy odnośnik.
  9. Zdjęcia – rezolutny pomysł i trzeba przyznać, że mimo braku kolorów wyglądają całkiem nieźle. Co istotne, mamy możliwość fotkę powiększyć by przyjrzeć się bliżej szczegółom. Byłem mile zaskoczony płynnością działania i wyrazistością obrazu (mimo specyficznej technologii). Jeśli mamy kilka zdjęć, bez których nie możemy żyć, czarnobiała wersja jest jak najbardziej osiągalna i czytelna.
  10. Zegar/Kalendarz – dokładnie jak w nazwie. Zegar i Kalendarz. Bez możliwości edycji, ustawienia budzika i właściwie bez żadnych dodatków. Po prostu możemy zerknąć który wypada w sobotę. Przyznam, że jeśli brak budzika wydaje się logiczny w sytuacji gdy urządzenia nie wyposażono w głośnik, to już brak możliwości synchronizacji kalendarza choćby z kontem Google, jest moim zdaniem poważnym brakiem. Bez tego aplikacja zdaje się odrobinę pozbawiona sensu. Szczególnie gdy godzinę i datę mamy na stałe wyświetloną w dole ekranu.
  11. Empik.com – to samo co w menu głównym, odnośnik do przeglądarkowej wersji sklepu.

 

ReadRate.

Postanowiłem wspomnieć o tej funkcji osobno, ponieważ jest to szeroko rozumiana aplikacja społecznościowa. Jak się łatwo domyślić po nazwie, polega w głównej mierze na ocenie i dzieleniu się spostrzeżeniami z czytanej właśnie pozycji.

Aby uaktywnić usługę, należy wejść w Ustawienia – Konto i synchronizacja – ReadRate – Uwierzytelnianie ReadRate. Zostaniemy przekierowani do przeglądarki, gdzie będziemy mogli wybrać pożądane medium społecznościowe. Wybór jest dość sensowny. Mamy bowiem Facebook, Twitter, LinkedIn i Google+. Oprócz tego są takie pozycje jak wypisane „cyrylicą” BKontakte, Odnoklasniki czy email na BookLand. Jak widać target sprzętu wyraźnie sięga za naszą wschodnią granicę, bowiem to tam wymienione portale należą do najpopularniejszych. Wpisujemy loginy, hasła i gotowe.

Status usługi ustawiamy na ON. Dzięki czemu będziemy mieć możliwość umieszczania notatek i cytatów bezpośrednio z poziomu czytnika książek.

Inne funkcje.

Bardzo ciekawą funkcją jest lista uruchomionych aplikacji. Otóż okazuje się, że otwarte aplikacje wcale nie są wyłączane w momencie gdy wychodzimy do Menu głównego by zajrzeć w inne miejsce. Wiszą one w tle i czekają na nasz powrót. Można się między nimi przełączać dzięki wygodnej liście, otwieranej z ikony dwóch „okienek”. Znajduje się ona w dole ekranu przed wyświetlonym stanem baterii. Możemy je również z tej listy zamykać, naciskając na „X”. Multitasking panowie i panie. Cud linuxa.

Domyślnie w urządzeniu zainstalowano TTS, czyli syntezator mowy w języku angielskim. Na szczęście ze strony producenta www.pocketbook-int.com , w zakładce Wsparcie, znajdziemy odpowiednie repozytoria (paczki językowe). Możemy na powyższą stronę wejść przez wbudowaną przeglądarkę i pobrać odpowiednie paczki bezpośrednio na urządzenie. Potem wystarczy kliknąć i zezwolić na instalację. Gotowe. Może odczyt nie brzmi jakoś oszałamiająco naturalnie, ale jest zrozumiały i ma tylko jeden mankament – robi pauzy między zdaniami, które moim zdaniem zą zbyt długie. Nawet jeśli ustawimy dużą szybkość odczytu, pauza nadal występuje i na dłuższą metę zwyczajnie irytuje. Nad tym producent musi niestety popracować.

Ciekawostki:

Klawiatura ekranowa obsługuje nasz rodzimy język ale producent nie zaimplementował literki „ń”.

Zrzuty ekranu podobno da się wykonać za pomocą przypisania funkcji do jednego z przycisków. Wchodzimy w tym celu w Ustawienia – Ustawienia osobiste – Mapowanie klawiszy. Niestety mimo usilnych prób (wykonałem kilkanaście „screenów”) nie udało mi się ich odnaleźć w folderze Screen. Nieodmiennie był pusty, mimo że system informował o zapisie pliku .bmp

Możemy dodawać profile użytkowników, dzięki czemu z czytnika może korzystać kilka osób z różnymi ustawieniami i zestawami książek czy czasopism. Można również chronić wybraną konfigurację za pomocą hasła. Na ile to przydatne? Tu zdecydujcie sami ponieważ ja elektroniki nie pożyczam i nie mam tego typu rozterek.

Multimedia

Ze względu na powolne odświeżanie filmu oczywiście nie obejrzymy. Nie do tego jednak urządzenie zostało stworzone. W kwestii obsługiwanych formatów, sprawy przedstawiają się następująco:

Pliki tekstowe:

  • PDF, PDF (DRM)
  • EPUB, EPUB (DRM)
  • DJVU
  • FB2, FB2.ZIP
  • DOC
  • DOCX
  • RTF
  • PRC
  • TCR
  • TXT
  • CHM
  • HTM
  • HTML

Fromaty graficzne:

  • JPEG
  • BMP
  • PNG
  • TIFF

Pliki audio:

  • MP3

Łączność

Czytnik udostępnia nam WiFi b/g/n. To wszystko. Nie znajdziemy tu żadnego innego modułu komunikacyjnego, ale ten zaimplementowany działa całkiem sprawnie i nie gubi zasięgu. Dzięki temu mamy możliwość pozbycia się kabli i pobierania plików bezpośrednio z internetu.

Podsumowanie

PocketBook Touch Lux to ciekawe urządzenie o dość sporych możliwościach jak na czytnik e-ink. Dostajemy łączność WiFi, przeglądarkę, odtwarzacz muzyki, trochę prostych gier i spore możliwości konfiguracji, w tym dodawanie profili użytkowników. Urządzenie jest lekkie, poręczne i ma świetny ekran, który wprost idealnie nadaje się do czytania książek zarówno w ciągu dnia jak i po zmierzchu (wbudowane doświetlenie LED). Możemy zajrzeć do „internetów”, pobrać pliki bezprzewodowo – bezpośrednio na czytnik i skorzystać z portali społecznościowych dzięki ReadRate. Nie mniej jednak ma pewne wady. Jedne są typowe dla e-ink, czyli długi czas odświeżania i ghosting. Inne, mam wrażenie, bardziej dotyczą tego konkretnego modelu, jak na przykład kiepska kalibracja dotyku i przymulanie systemu wynikłe ze słabych podzespołów.

W tym konkretnym egzemplarzu znalazłem również mankamenty software’owe – brak aplikacji Drobboxa, niemożność zapisu screenów, nie działający jak należy czytnik RSS. Brakowało również polskiego syntezatora mowy, ale ten problem na szczęście można zlikwidować pobierając odpowiednią paczkę ze strony producenta.

Reasumując. Osobiście wolę książki papierowe. Nie czytam przy tym tak dużo by się martwić, że będę taszczył ciągle po trzy grube tomy i nadwyrężał sobie tym kręgosłup. Przy tym koszt pozycji elektronicznych nie odbiega od wydań papierowych. Co mnie z resztą nieodmiennie śmieszy. Nie mniej jednak, jeśli ktoś pochłania 15 książek tygodniowo albo choć miesięcznie, czyta naprawdę dużo, wszędzie i ciągle nosi jakąś makulaturę, zestawy lektur szkolnych, książek niezbędnych na zajęcia na studiach, ewentualnie pracuje w wydawnictwie i dziennie przedziera się przez tony tekstu – PocketBook Touch Lux jest niezłym wyborem. Uważam go za znakomity wybór szczególnie dla uczniów, aczkolwiek cena jest na mój gust (tak jak cena wszystkich czytników e-ink) stosunkowo wysoka.