Powtórka z BADY czy nowy rozdział?

0

Ciekawy i przychylnie oceniany przez użytkowników system BADA zakończył swój żywot wraz z porzuceniem dalszego wsparcia przez jedynego promotora i zarazem producenta wyposażonego weń sprzętu – Samsunga. Pesymiści skłonni są wróżyć podobny los sukcesorowi BADY, Tizenowi.

Pierwsza oficjalna wersja Tizena ujrzała światło dzienne równo dwa lata temu. Dopiero w październiku ubiegłego roku pojawiło się na rynku pierwsze urządzenie pracujące pod kontrolą następcy BADY – wyprodukowany przez Samsunga aparat NX300M. Z kolei miesiąc temu Koreańczycy wprowadzili do sprzedaży nową wersję swojego inteligentnego zegarka. Jego poprzednik, Galaxy Gear, napędzany był Androidem, Gear 2 uskrzydlany jest przez Tizena.

NX300M_i_Gear_2

Wciąż jednak nieobecne są urządzenia z głównego nurtu, jeśli nie liczyć prototypowego tabletu stworzonego w połowie ubiegłego roku przez japońską firmę Systena, o którym jednak słuch zdążył zaginąć. Czy te niemrawe ruchy zwiastują śmierć w kołysce? Choć Samsung jest głównym animatorem poczynań związanych z Tizenem, to jednak w przeciwieństwie do BADY ma za sobą wsparcie wielu innych znaczących graczy, m. in. Intela, Fujitsu, Panasonica, czy Huawei. Są wśród nich również operatorzy: NTT Docomo, SK Telecom, Orange, Sprint i Vodafone. Trudno uwierzyć że ich dotychczasowe zaangażowanie w projekt miałoby pójść na marne.

Najprawdopodobniej w najbliższym czasie doczekamy się wreszcie długo odwlekanego debiutu następcy serii smartfonów Wave. Choć Samsung na razie tego nie potwierdził, wszystko wskazuje na to że przygotowuje się do oficjalnej prezentacji nowego dziecka na specjalnej konferencji w Moskwie oraz do uruchomienia sprzedaży pierwszego telefonu z Tizenem w Indiach.

Android na razie odpowiada za lwią część przychodów mobilnego działu Samsunga i w najbliższym czasie z pewnością ta sytuacja nie ulegnie radykalnej zmianie. Być może z tego powodu Koreańczycy nie spieszą się zbytnio z rozruchem nowego systemu, ale kto wie czy w dłuższej perspektywie posiadanie koła ratunkowego nie okaże się dla nich zbawienne?

Źródło: Wall Street Journal