Nokia Lumia 925

Nokia to firma, która ostatnimi laty dostarczyła nam mnóstwo emocji. Zarówno ze względu na jej problemy finansowe i fuzję z Microsoftem, na którą wielu patrzyło i nadal patrzy podejrzliwie a nawet krzywo, jak i ze względu na dostarczane urządzenia. Co tu kryć, Nokia po raz kolejny wyznacza trendy i pokazuje, jak piękny i jak solidny może być smartfon. Można się na to obruszać ale nikt nie zmieni faktu, że seria Lumia jest aktualnie jedną z najbardziej rozpoznawanych linii smartfonów. Czy Lumia 925 wpisze się w ten trend? O tym poniżej.

Hardware

Zawartość pudełka i specyfikacja

By dostać się do środka opakowania, trzeba pociągnąć za materiałową fiszkę z boku, dzięki której całość po prostu się wysunie. Po otwarciu upełka, zaraz pod smartfonem (na pierwszej wydmuszce), znajduje się klucz, który posłuży nam do zaaplikowania smartfonowi naszej karty SIM. Wspominam o tym, bo w pierwszym odruchu szukałem akcesorium w środku a okazało się być o wiele bardziej pod ręką. Tu drobna uwaga – Lumia 925 wymaga microSIM zatem jeśli planujemy zakup tego smartfonu, warto się w takowy rodzaj karty SIM zaopatrzyć. Najprościej to zrobimy u operatora naszej sieci.

Pod spodem znajdziemy pudełko z instrukcjami a pod nim, w bardzo zmyślnych przegródkach, leżakują słuchawki, zapasowe gumki do tychże, ładowarka i kabel microUSB-USB. Wszystko bardzo pomysłowo i elegancko upakowane. Widać, że ktoś tam u nich lubi porządek i w moim odczuciu taka staranność pozytywnie wpływa na odbiór urządzenia.

 

Oczwiście w pudełku znajduje się również smartfon, którego specyfikacja przedstawia się następująco:

Model Nokia Lumia 925
System Windows Phone 8
Wyświetlacz 4,5 cala, 768x1280px, 332 ppi, AMOLED HD, multitouch z obsługą ekranu przez rękawiczki oraz za pomocą metalowych przedmiotów, wyciszenie dzwonka przy położeniu ekranem w dół
Procesor Qualcomm MSM8960
1,5 GHz
Pamięć 1 GB RAM
16 FLASH
Komunikacja WiFi 802.11 a/b/g/n
Bluetooth 3.0 z A2DP
3G LTE
GPS, A-GPS, GLONASS
NFC
Aparat 8,7 MP Pure View, Carl Zeiss, autofocus, lampa
Bateria 2000 mAH
Wymiary i waga 129 x 70,6 x 8,5mm
139g
Zawartość zestawu słuchawki dokanałowe z wymiennymi gumkami, zasilacz, kabel microUSB-USB, kluczyk do SIM
Cena w dniu publikacji testu ok 1400zł

Wygląd i jakość wykonania

Lumię 925 można opisać jednym słowem – elegancka. Powiedziałbym nawet, że jest piękna ale to już kwestia gustu bo nie wszystkim podoba się to samo, jednak elegancji jej nie można odmówić. Prostokątna bryła, która wizualnie wydaje się trochę kanciasta, kompletnie odmienne wrażenie wywołuje gdy już weźmiemy ją do ręki. Nie ma mowy o żadnych kantach! Wszystko jest zaoblone, krągłe, przyjemne w dotyku i gładkie.

Co do tego ostatniego aspektu mam pewne zastrzeżenia, bowiem jak na moje standardy, Lumia 925 jest nazbyt gładka i smartfon nie “siedzi” w dłoni zbyt pewnie. O ile jeszcze w gołej ręce wszystko jest do opanowania dzięki bardzo wygodnym rozmiarom smartfonu to już próba w rękawiczce wyszła po prostu fatalnie. Nokia ślizgała się w rękach okrutnie i miałem wrażenie, że w każdej chwili gruchnie mi na ziemię (po śladach na egzemplarzu testowym mogę też stwierdzić, że moim poprzednikom zrobiła taki numer). Może nie jest przeznaczona do obsługi w tanich, wełnopodobnych rękawicach i będzie siedzień pewniej w zrobionych na przykład ze skóry ale kupowanie rękawic „do telefonu” to już lekka hipsteria, żeby nie powiedzieć „histeria”. Po moich, w każdym razie, latała jak przysłowiowy żyd po pustym sklepie.

Czemuż się tak czepiłem tych rękawiczek? Już wyjaśniam – ekran Lumii 925 pozwala na obsługę smartfonu bez zdejmowania zimowych ociepleń z łap i faktycznie to działa. Właśnie dlatego tak mi przykro z powodu niepewnego chwytu.

Mimo powyższego, drobnego potknięcia w kwestii wykonania, Nokia Lumia 925 wygląda zachwycająco. Jest bardzo lekka a jednocześnie bardzo solidna. Nic w niej nie skrzypi, nie trzeszczy, przyciski są pewnie osadzone w swoich gniazdach i nie latają na wszystkie strony a w obudowie nie znalazłem żadnych niepokojących szczelin.

Ramkę wykonano z aluminium, tak jak i przyciski (co daje bardzo ładny efekt), tył stanowi biała, plastikowa powierzchnia z wypukłym otworem na oczko aparatu i diod doświetlających. Pod spodem nadruki, trzy otworki dla NFC i grill głośniczka.

Na lewym boku i spodzie nie ma nic. Na prawym boku znajdziemy wszystkie przyciski czyli głośności, zasilania i, mój ulubiony, spust migawki z podwójnym skokiem. U góry szufladka na kartę microSIM, wejście microUSB, wejście słuchawkowe mini jack 3,5mm i mikrofon.

Nad ekranem głośnik rozmów i oczko kamery frontowej 1,2MP. Pod ekranem dotykowe przyciski Wstecz, Windows i Szukaj a na brzegu, nieomal niewidoczny, drugi mikrofon.

Ekran

4,5 cala AMOLED HD o rozdzielczości 768 x 1280px to rozmiar bardzo wygodny. Łatwo go zmieścić w dłoni, schować w kieszeni i mimo pozornie niedużego wyświetlacza (są przecież większe na rynku) okazał się niezwykle czytelny. Kolory są naturalne ale też wyraziste, kontrast miażdży konkurencję, czcionki wyglądają rewelacyjnie a czerń jest po prostu niedościgniona ponieważ technologia AMOLED pozwala na podświetlanie pojedynczych pikseli. Dzięki czemu, na ten przykład, mamy bardzo oszczędne energetycznie i miłe dla oka wyświetlanie godziny na wyłączonym ekranie. Zarówno filmy, gry jak i treści internetowe wyglądają na tym wyświetlaczu wyśmienicie i przyznam, że pod względem wizualnym – nie potrzeba więcej.

Oprócz zalet związanych z dopieszczeniem oka, ekran Lumii 925 ma jeszcze inne, ciekawe właściwości. Jest to między innymi wspomniana powyżej możliwość obsługi smartfonu w rękawiczkach lub przez dowolny inny materiał (próbowałem nawet przez koc i z pewnymi oporami ale działa) oraz, co ciekawe – przy pomocy dowolnego przedmiotu metalowego. Czy to klucze, czy spinacz biurowy czy nożyczki (ręce mi się trzęsły, przyznam, gdy to sprawdzałem bo widok ostrego przedmiotu przy ekranie wywołuje u mnie psychiczny dyskomfort) – wszystkie działają bez zarzutu. Nawet końcówka od słuchawek zadziała. Brawo dla Nokii.

Czujnik podświetlenia ekranu działa bardzo płynnie i reaguje dużo szybciej niż analogiczna technologia na przykład w Note 2. Ciekawym bonusem jest możliwość obudzenia ekranu przez podwójne stuknięcie w jego powierzchnię. Bardzo mi się ta funkcja podoba i myślę, że każdy producent powinien o tym pomyśleć. Rekcja na dotyk również jest wyśmienita i wystarczy musnąć ekran palcem by uzyskać zamierzony efekt.

Bateria

2000 mAh i w mojej opinii – jedna z najsłabszych stron Lumii 925. Może wymagam zbyt wiele, przyzwyczajony że Nokie wytrzymują po tydzień czasu ale jeden dzień? Naprawdę panowie Finowie? Przy moim trybie użytkowania (który jest dość intensywny, przyznaję, czasem mam po kilka godzin rozmów dziennie, ciągła synchronizacja poczty, komunikatorów itd) z trudem dociągała do wieczora i jeśli nie podłączyłem jej na noc, to mogłem być stuprocentowo pewien, że następnego dnia padnie jeszcze przed drugą kawą i będę szukał ładowarki.

W dodatku nasza dzielna Lumia 925 (może to kwestia wszystkich urządzeń z Windows Phone 8) ma brzydki zwyczaj padania bez ostrzeżenia poza jednym przebłyskiem, gdy jeszcze mamy jakieś 14-15% mocy. Nie udało mi się znaleźć w ustawieniach funkcji, która dawałaby wyraźny, dźwiękowy sygnał, że bateria nam umiera. Gdzie te cudowne rozwiązania ze starych Nokii, które biadoliły donośnie o podłączenie do gniazdka aż do skutku? W 925 coś tam się wyświetli, “piknie” raz i koniec. Kiepsko. W dodatku, by się dowiedzieć jak procentowo przedstawia się stan zasilania, musimy uciekać się do pobierania aplikacji ze sklepu i ustawiania dodatkowych kafelek a w mojej opinii, tak podstawowe informacje powinny być dostępne stockowo.

Poniżej wyniki ze skalibrowanej aplikacji do mierzenia stanu baterii. Wyglądają optymistycznie ale nie dajcie się zwieść ani tym wynikom ani zapewnieniom producenta. Nokia Lumia 925 jest energożerna i musimy się nastawić na codzienne ładowanie a przy bardzo intensywnym użyciu, nawet częstsze.

275 godzin rozmów czuwania? Śmiałbym się, gdyby to nie było smutne.

Aparat

Obok ekranu, aparat to najmocniejsza strona Lumii 925. Mimo matrycy o niezbyt oszałamiającej ilości 8,7 megapikeli, posiada technologię PureView i coś o wiele ważniejszego – optykę Carl Zeiss. Odkąd pamiętam (a pamiętam jeszcze Nokie 3310 więc czasy dość zamierzchłe) Carl Zeiss był synonimem profesjonalnego podejścia do miniaturowych aparacików montowanych w telefonach. Jeśli zestawiło się 3,2MP Carl Zeiss z dowolnym innym 3,2MP, jakość wykonywanych zdjęć zawsze wypadała na korzyść tego pierwszego. Ba, lepiej było wziąć słabszą matrycę z optyką Zeissa niż lepszą matrycę z optyką innego producenta. Przetestowałem to setki razy na różnych aparatach i wiem co mówię. Jeśli Carl Zeiss podpisuje się pod jakimś aparatem, to znaczy że będzie on dobry. Tak po prostu.

W tym przypadku zasada sprawdza się w stu procentach ponieważ aparat Lumii 925 robi świetne zdjęcia i to w sumie w każdych warunkach. Oczywiście daleko jej do profesjonalnych lustrzanek ale niektóre kompakty zjada bez chlebka. Co więcej, nie jeden kompakt nie poradzi sobie z fotografią w ciemnych pomieszczeniach a dla wykonania testu, udałem się w najbardziej zapyziałe i mroczne miejsce jakie znam, gdzie dostęp światła zewnętrznego jest znikomy lub z goła żaden – schody na poddasze budynku, który można określić mianem “rudery” i właściwiel uzna to za komplement. Zdjęcia wykonałem w kompletnej ciemności z wykorzystaniem tylko i wyłącznie lampy smartfonu.

Jeśli chodzi o interfejs aparatu to jest dość prosty i właściwie w dużej mierze zautomatyzowany. Czy to źle? Moim zdaniem nie. Dla przeciętnego użytkownika w zupełności wystarczy bo sam świetnie dobiera nastawy zaś profesjonalista z pewnością i tak wybierze inny sprzęt.

Ku naszej uciesze znajdziemy w Nokii kilka ciekawych aplikacji do szybkiej obróbki zdjęć, znane z innych Lumii (na przykład z recenzowanej niedawno przez kolegę z redakcji Lumii 1020). Mamy więc Aparat, najprostszy z możliwych. Nokia Camera będącą dość rozbudowanym narzędziem z dostępem do ustawień. Nokia Kinograf, wykonującą częściowo ruchome .gify, Nokia Smar Cam, która robi serie zdjęć gotowych do różnorodnej obróbki. Jest jeszcze Nokia Kreatywne Studio z zestawem gotowych filtrów oraz możliwością ustawienia balansu kolorów, kontrastu, jasności ale też nałożenia inteligentnego rozmycia czy wyboru pola ostrości. Jak widać opcji jest wiele i dzięki nim można podejść do wykonanych zdjęć bardzo “artystycznie”. Brakuje mi natomiast jednej funkcji – retuszu niechcianych obiektów w kadrze. Biorąc pod uwagę dostępne możliwości, taka funkcja nie powinna być problemem.

Software

Interfejs

System jest niewątpliwie szybki a obsługa to czysta przyjemność. Nie dajcie się zwariować hejterom kolorowych kwadracików bo są one, przede wszystkim, bardzo czytelne i wygodne w obsłudze. Wstępna konfiguracja smartfonu przebiega bardzo podobnie jak na urządzeniach z Androidem zatem nawet tak świeży użytkownik jak ja (nigdy wcześniej nie miałem z systemem do czynienia) da sobie znakomicie radę.

Bardzo podoba mi się nie tylko płynność ale też przejrzysta filozofia działania urządzenia. Na ekranie głównym mamy dostęp do wszystkich podstawowych funkcji telefonu. Po przejściu w bok zobaczymy całą listę dostępnych aplikacji. Myślę, że prościej się już nie da. Wszystkie ustawienia są w jednym miejscu i nie trzeba szukać po całym telefonie ale przyznam, że trochę mi brakuje czegoś w rodzaju panelu z dostępem do kilku głównych funkcji takich jak WiFi, Bluetooth czy wyłączenie danych w tle. Oczywiście można dociągnąć odpowiednią aplikację ze Sklepu i będziemy mieć adekwatny kafelek na ekranie ale nie każdy może chcieć się w to bawić. W mojej opinii – powinna być taka opcja w systemie.

Tak jak powinna być funkcja wyświetlania procentowego stanu baterii, której niestety nie ma i musimy ufać dość ogólnikowemu paskowi na ikonie. W przypadku smartfonu o tak kiepskim akumulatorze, uważam że taka informacja to bardzo ważny element.

I jeszcze jedno. Nie ma porządnej aplikacji Dropbox na ten system. Nie wiem, czy się nie lubią, czy nie mogą się dogadać czy po prostu twórcom Dropboxa nie chce się zrobić pełnowartościowego portu na WP8 ale dla mnie była to spora upierdliwość, ponieważ musiałem się borykać ze SkyDrive, który jest jakoś dziwacznie skonfigurowany pod ten system i smartfon nie przesyła automatycznie zrzutów ekranu tylko kisi je w pamięci, skąd dopiero trzeba je importować ręcznie. Może jest na to jakieś ustawienie, którego nie znalazłem ale jednak Dropbox nie ma z tym problemu i pięknie synchronizuje wszystko, dzięki czemu nie martwię się, że coś mi zginie.

O zainstalowanych aplikacjach rozpisywał się nie będę ponieważ ich obecność nie jest obligatoryjna. Można je usunąć i ściągnąć ze Sklepu inne. Na uwagę na pewno zasługuje HERE Maps, odpowiednik Google Maps. HERE Drive+ Beta czyli nawigacja samochodowa od Nokii. Specjalne aplikacje do obróbki zdjęć czy bardzo ciekawa aplikacja muzyczna. No i mój ulubiony Office, który prezentuje się nad wyraz dobrze i wygodnie można w nim przeglądać a także tworzyć pliki znane z pełnego pakietu biurowego na Windows.

Jedyną aplikacją, która mnie zupełnie nie przekonała jest Portfel. Trzeba być doprawdy szalonym skubańcem by takie dane trzymać w jednym, tak bardzo narażonym na kradzież, miejscu.

W czasie użytkowania miałem niewątpliwą przyjemność aktualizacji urządzenia do najnowszej odsłony systemu Windows Phone 8 o kodowej nazwie “Black”.

Jakie zmiany wprowadzono?

Po pierwsze na ekranie powitalnym dostaliśmy możliwość wyświetlania nieco większej ilości informacji. Teraz można wyświetlić nie tylko godzinę ale i powiadomienia z poczty, o nieodebranych połączeniach czy mailach. Dodano również funkcję wyboru koloru podświetlenia “Glance Screen” czyli ekranu powitalnego.

Drugą ciekawą rzeczą jest Time Line, dzięki któremu zdjęcia układają się nie tylko chronologicznie ale też można za pomocą tej funkcji sprawdzić gdzie dane zdjęcie było wykonane poprzez podgląd na mapie. Czyli coś w rodzaju połączenia geotagowania z HERE Maps i Galerią.

Beamer – dzielenie zawartości ekranu z innym urządzeniem mobilnym, ekranem telewizora czy komputerem. Wystarczy wybrać “share” i postępować według instrukcji a po chwili zawartość naszego smartfonu zostanie wyświetlona na plaźmie sąsiadów i będziemy mogli im tam wypisywać różne świństwa i obelżywe treści. Oczywiście żartuję. Do połączenia z telewizorem trzeba zeskanować kod QR, który się wyświetla na ekranie u sąsiada a to może być trudne jeśli nie mamy odpowiednio wysuniętego balkonu.

Internet

Przeglądarka jest bardzo wygodna w obsłudze choć trochę drażni domyślne wyszukiwanie w Bing. Osobiście za bardziej akuratne w naszym kraju uważam Google. Bing po prostu nie daje wszystkich wyników albo dziwacznie je sortuje ponieważ jest nastawiony na rynek amerykański i tamtejszego odbiorcę. Ale pomijając ten drobny szkopuł, wszystko działa bardzo dobrze, płynnie i bez zająknięć. Strony otwierają się szybko, powiększanie i pomniejszanie zawartości – bez zarzutu.

SunSpider 1.0.2 922.0ms
Kraken 1.1 45613.5ms

Multimedia

Muzyka

.aiff nie
.au nie
.flac nie
.mp3 tak
.wav tak

Video

.3gp tak
fullHD tak
.wmv tak
.avi tak
.mov tak
.mp4 tak
.rmvb nie

Odtwarzacz video wbudowany w smartfon otwiera właściwie wszystko poza plikami .rmvb, natomiast jeśli chodzi o napisy, bez problemu otworzyłem format .srt jak i .txt. Oglądanie filmów? Niby ekran nieduży ale jakość… Miodna.

Co do muzyki, nie udało mi się sprawdzić ulepszeń dźwiękowych.  Z dwóch powodów. Po pierwsze w otrzymanym przeze mnie egzemplarzu, uszkodzone było najprawdopodobniej gniazdo słuchawkowe ponieważ bez względu na podpięte słuchawki grała tylko jedna strona. Po drugie – ulepszenia nie były dostępne dla słuchawek podpiętych przez Bluetooth, choć te funkcjonowały znakomicie a sparowanie przebiegło jak po maśle.

Jeśli chodzi o głośniczek – jest nieźle ale trochę cicho. Mam dość wybredne ucho i nie lubię zbyt głośnych ustawień jednak w przypadku Lumii 925 musiałem zwiększyć głośność do maksimum by słyszeć dzwonek połączenia. Dodatkowo, jeśli chodzi o dostępne dźwięki powiadomień, Nokia poszła bardzo mocno w kierunku smętnego “pimkolenia”, którego mówiąc wprost – nie słychać wcale lub słychać słabo. Gdyby nie funkcja wibracji, nie odebrałbym połowy połączeń i wiadomości gdy przebywałem w bardziej hałaśliwych pomieszczeniach. Zlewają się po prostu z dźwiękami otoczenia i jedynym słusznym dzwonkiem okazuje się staromodna Nostalgia czyli coś co znamy z wiekowych telefonów stacjonarnych.

Doprawdy, panowie twórcy oprogramowania, dźwięk “płateka śniegu uderzającego o taflę spokojnego jeziora” nie jest dobrym pomysłem jeśli chodzi o powiadamianie użytkownika. O czymkolwiek. No chyba, że to rachunek za pochłonięte dane pakietowe i lepiej by nie wiedział.

Wydajność oraz gry

Nie ma zbyt wielu benchmarków na WP8 ale wykonałem te, które udało mi się znaleźć i pobrać ze Sklepu. Nie mówią mi zbyt wiele więc oprę się na wrażeniach z użytkowania na nie na cyfrach.

Po pierwsze, interfejs jest bajecznie płynny. Nic się nie zacina, nie laguje, nie namyśla. Oczywiście niektóre aplikacje potrzebują chwili by się załadować ale są to czasy zupełnie akceptowalne i pod względem wydajności Lumia 925 jest jak mała wyścigówka. Natomiast trzeba mieć w pamięci to, że wielozadaniowość w Windows Phone 8 wygląda mniej więcej tak, jak na iOS. Czyli aplikacje wiszą w tle ale po wybraniu jednej z nich z listy, odświeżają się i ładują się od nowa (nawet jeśli w międzyczasie przychodzą na nie dane w trybie PUSH co jest wyświetlane na pojawiającym się pasku powiadomień). Nie jest to regułą. Niektóre gry i odtwarzane filmy wiszą na „pauzie”, wystarczy więc je tylko wznowić. Odtwarzacz muzyczny rzecz jasna działa w tle bez żadnych problemów.

W przypadku gier, również nie natrafiłem na żadne wyboje. Wszystkie dostępne pozycje działały bardzo sprawnie, nie było żadnych wywrotek i zamyśleń. Nie jestem jednak fanem grania na małych ekranikach i sprawdziłem tylko trzy, myślę dość podstawowe produkcje. Jewels, Minion Rush i Asphalt Airborne. W każdym z przypadków, rozgrywka przebiegała bez zarzutu. Niestety przy Asphalt smartfon bardzo się grzał – fajna rzecz na zimę, kiepska na lato. Pisząc „bardzo” mam na myśli BARDZO. Nie dawało się go trzymać w jednym miejscu.

Jakość rozmów oraz łączność

Jeśli chodzi o działanie mikrofonów i głośniczka – nie mam żadnych zastrzeżeń. Byłem słyszany bez zakłóceń jak i ja słyszałem współrozmówcę bardzo wyraźnie. Trzeba przyznać, ze algorytm odszumiania rozmowy działa bardzo dobrze i dogadamy się w nawet dość głośnym otoczeniu.

Niestety, na tym kończą się zalety bo przyznam, że jeśli chodzi o rozmowy przeszedłem dzięki Lumii 925 prawdziwą drogę męki. Powiem dość dosadnie – jak na smartfon, do rozmów nadaje się bardzo słabo. Nie wiem czy to wina tego konkretnego egzemplarza, czy jest może uszkodzony albo ja coś robiłem źle jednak problemów było sporo i trochę się na Lumii teraz wyżyję, lejąc na rozgrzany pochwałami czerep wiadro lodowatej krytyki.

Przy dłuższych rozmowach smartfon rozłączał się zupełnie samoistnie po upływie bardzo różnych interwałów czasowych. Potrafił się przy tym zawiesić na kilka chwil. Nie wiem czy gubił sieć (nie wyglądało na to) czy miał niechęć do zbyt długiego utrzymywania aktywnego połączenia. Powtarzało się to dość często i zżerało mi nerwy.

Drugim sposobem na rozłączeniem mnie z rozmówcą, było wyemitowanie jednostajnego szumu, w czasie którego żadna ze stron nie słyszała drugiej. Szum trwał tak długo aż rozłączyłem rozmowę fizycznie. Przy czym druga strona w tym czasie nie mogła się oczywiście do mnie dodzwonić i numer był niedostępny.

Trzecim prostym patentem jakim Lumia 925 trenowała moją cierpliwość, było rozłączanie rozmowy przy wyjęciu słuchawek z gniazda. W innych smartfonach wyjęcie słuchawek po prostu przełącza nas na normalny tryb głośniczka i mikrofonu – Lumia za każdym razem uparcie twierdziła, że ja na pewno nie chcę już dalej rozmawiać skoro nie używam słuchawek. I kończyła połączenie.

No i najciekawszy choć ostatni przykład – nieopatrzne dotknięcie jakiegokolwiek przycisku fizycznego w trakcie rozmowy również posyłało połączenie do diabła. Przełożenie smartfonu do drugiej ręki zapewniało mi skuteczne zakończenie rozmowy. Nieomal za każdym razem.

Żeby było jasne – tej samej karty używałem w wielu innych smartfonach i nie wywoływała takich problemów zatem nie jest to ani wina karty ani operatora. Uprzedzając wszelkie “porady”, restartowałem smartfon kilka razy, wkładałem i wyjmowałem kartę by poprawić jej ułożenie, również kilka razy. W niczym to nie pomogło. Po długiej walce karta powędrowała do mojej prywatnej słuchawki i, uwaga, wszystko działa jak należy.

Pod względem pozostałych interfejsów łączności – nie mam zastrzeżeń. Zarówno Bluetooth w standardzie 3.0 z A2DP jak i Wifi v802.11 a/b/g/n, GPS z GLONASS i A-GPS jak i NFC działały płynnie, stabilnie i bez problemów z zasięgiem czy gubieniem sieci. Szczególnie GPS zaskoczył mnie błyskawicznym fixem i ustaleniem położenia. Brawo dla Nokii!

Natomiast warto bardzo mocno uważać na pobieranie danych pakietowych. W ciągu kilku dni użytkowania Lumia 925 pożarła cały pakiet internetowy jaki miałem w zapasie, nie wiadomo na co i nie wiadomo kiedy. Mimo tego, że bardziej korzystałem z WiFi a w trakcie użytkowania korzystałem głównie z Gadu Gadu jako jedynej aplikacji na stałe połączonej z siecią – pakiet 1,5GB zniknął w mgnieniu oka. Na żadnym innym smartfonie jeszcze mi się coś takiego nie zdarzyło. Zalecam więc ostrożność, szczególnie osobom które korzystają z rozwiązań abonamentowych i każde przekroczenie limitu uderza ich po kieszeni. Ten smartfon może was bowiem kosztować małą fortunę jeśli go nie odetniecie skutecznie od sieci.

Podsumowanie

Nokia Lumia 925 ma wiele zalet. Jest przede wszystkim elegancka, bardzo dobrze wykonana, ma rewelacyjny wyświetlacz i znakomity aparat. Pod względem obsługi jest urządzeniem niesamowicie płynnym i wyposażonym w ciekawe udogodnienia, które czynią ją sprzętem godnym uwagi a można powiedzieć, że pożądanym w tej kategorii cenowej. Ma jednak kilka bolączek, które mnie na przykład zniechęciły do zakupu po początkowej euforii. Na przykład marna bateria,  pewne niedoróbki systemowe jeśli chodzi o dostęp do niektórych informacji, pochłanianie pakietu internetowego w stylu “Godzilla” czy moje niewesołe przejścia z połączeniami. Czy uszkodzone gniazdo słuchawek. Mogą to być przypadłości jednostkowe, wynikłe z pewnego wyeksploatowania przy testach redakcyjnych i w innych egzemplarzach nie będą występować ale nie mogłem ich pominąć zupełnym milczeniem.